[RECENZJA] Your name, czyli życie w cieniu katastrofy

Posted: 10 kwietnia 2017 in Bez kategorii
Tagi: , , , , , ,

517278_pclTekst pierwotnie opublikowany został w dzienniku Japonia On-line.

Dotychczasową karierę Makoto Shinkaia trudno nazwać zawrotną: mimo niewątpliwie wysokiej jakości jego filmów, niezwykłego wyczucia estetyki i dojrzałego podejścia do medium, pozostawał on w znacznej mierze – podobnie zresztą jak choćby Mamoru Hosoda – w cieniu Ghibli i Hayao Miyazakiego. Jednak Your name (Kimi no na wa) szturmem wziął japoński box office, zostawiając w tyle takie filmy jak Shin Gojira (Hideaki Anno, Shinji Higuchi) czy Zootopia (Byron Howard, Rich Moore), generując spore zainteresowanie również w innych częściach Azji, a także w Europie i USA. Co jednak sprawiło, iż film tak bardzo przypadł do gustu widzom?

Nieoczekiwana zamiana miejsc

Osobiście stawiałbym na bardzo sprawne połączenie różnych, niekiedy przeciwstawnych motywów i kontekstów zaznaczających się zarówno na poziomie estetyki, jak i samej opowieści. Początkowo obserwujemy rozwój akcji z perspektywy Mitsuhy: mieszkającej na prowincji nastolatki, pochodzącej z rodziny kapłanów shintō – cichej, nieśmiałej i nie przepadającej za swoją egzystencją. Do tego stopnia, iż pewnego wieczoru wykrzykuje w niebo życzenie, by w następnym życiu odrodzić się jako przystojny chłopak w Tokio… co wydarza się wcześniej, niż by przypuszczała. Kiedy ląduje w ciele Takiego, jest przekonana, że to sen – ostatecznie kto uwierzyłby w taką zamianę? Wykorzystuje więc sytuację, obżerając się słodyczami, flirtując ze swoją kierowniczką i przyzwyczajając się do uroków męskiej fizjonomii. Do czasu aż nie odkryje, iż wspomniana zamiana wcale nie była snem, a na dodatek działa w obie strony…

your-name-12

Motyw nagłej zamiany ciał nie jest w kinie niczym nowym – wystarczy wymienić Zwariowany piątek (1976, Gary Nelson) czy też Gorącą laskę (2002, Tom Brady), bazujące w znacznej mierze na humorze wynikającym z rozdźwięku pomiędzy stronami zamiany (dorosła vs. nastolatka, kobieta vs. mężczyzna) oraz niezręcznych sytuacji wynikających z prób sprostania wymogom codzienności. Your name do pewnego stopnia podąża tym śladem: fakt, iż mamy do czynienia z dwójką nastolatków pochodzących z rożnych środowisk i obdarzonych odmiennymi temperamentami tworzy szereg zabawnych zdarzeń, wzmacnianych przez próby utrzymania drugiej strony w ryzach. Najmocniej widać to na płaszczyźnie tego, co można określić jako męskie i kobiece zachowanie. Nie posuwałbym się oczywiście do stwierdzenia, iż Shinkai bierze się za bary ze społecznymi konstruktami płciowymi, niewątpliwie jednak się nimi bawi: począwszy od dość oczywistego zaabsorbowania odmienną fizycznością, poprzez kłopoty z dobraniem odpowiednich form gramatycznych w wypowiedzi, aż po wpływ zmiany zachowania na potencjał randkowy. Reżyser nie traci przy tym sympatii do swoich bohaterów: nie szydzi z nich, nie wprowadza ich w żenujące sytuacje, każe się jednak zastanowić nad wpływem na życie drugiego człowieka, odpowiedzialnością za decyzje oraz tym, jak cała sytuacja wpływa na każdą ze stron.

Shinkai gonna Shinkai

your-name-10Wątek ten zresztą stanowi dobre otwarcie dla dalszej analizy filmu w widoczny sposób podzielonego na dwie części. Pierwszą – stanowi lekka komedia romantyczna, zmiksowana z coming-of-age movie, podlana chwytliwym j-rockiem w wykonaniu Radwimps, druga – zaś, cóż… pokazuje, iż wciąż mamy do czynienia z filmem Makoto Shinkaia. Przede wszystkim znacząco zmienia się ton: znika gdzieś lekki humor i zostaje zastąpiony znanymi chociażby z Ziemi kiedyś nam obiecanej (2004) motywami sci fi, wzbogaconymi o wątki mistyczne – z tą różnicą, że tym razem inwazją „obcości” nie jest tajemnicza Wieża, ale kometa, powracająca w pobliże Ziemi co 1200 lat. Co więcej, reżyser wgryza się głębiej w mechanizm rządzący wymianą ciał, eksplorując temat czasu, przeznaczenia czy przypadku, momentami zapuszczając się na terytoria czystego SF, co niestety – jak w przypadku większości dzieł podejmujących temat przenikania się różnych czasoprzestrzeni – kończy się lekkim chaosem narracyjnym. Ostatecznie jednak tym, co interesuje Shinkaia nie są schematy gatunkowe, ale to, jak wykorzystać je do pokazania jego ulubionych tropów, których naturalną kontynuacją jest Your name. Zarówno Mitsuha, jak i Taki poszukują czegoś (czy też kogoś) w swoim życiu, czując przemożny brak, ale nie będąc w stanie do końca zdefiniować jego przyczyny i natury (co odsyła do bohaterów 5 centymetrów na sekundę [2007]). Ich relacja, mimo iż w gruncie rzeczy niesamowicie intymna (w zasadzie intymniejsza już być nie może) jest zarazem niesamowicie zdystansowana, naznaczona paradoksalnym brakiem kontaktu, posiłkująca się formami pośrednimi, nie do końca skutecznymi, a w dalszej części wręcz bezużytecznymi, włącznie z medium najbardziej zdradzieckim – ludzką pamięcią (tutaj widać analogie do Ziemi kiedyś nam obiecanej). Jest wreszcie rodzące się uczucie, które jednak trudno rozpoznać w gąszczu oczekiwań i sprzecznych emocji, słów i myśli niewypowiedzianych, a kotłujących się wciąż i nieustannie w poczuciu dojmującego braku (Garden of words [2013]).

Masz na imię…

Ale najciekawszym chyba elementem strategii łączenia przeciwieństw w Your name jest sposób, w jaki osiągnięto balans pomiędzy nowoczesnością a tradycją, w dalszej perspektywie również między lokalnością i uniwersalizmem. Nie obejdzie się przy tym – niezależnie od tego, jak bardzo chciałbym ich uniknąć – bez odwołań i porównań do studia Ghibli. 1008x646_your-name-makoto-shinkaiTu i ówdzie nazywa się Shinkaia „nowym Miyazakim”, osobiście jednak uważam to za dosyć absurdalne i Your name do pewnego stopnia pokazuje dlaczego. Przede wszystkim twórca Garden of words zdecydowanie bardziej niż Miyazaki zainteresowany jest współczesnością: nie jest przypadkiem, iż większość jego bohaterów borykających się z utrudnioną komunikacją jest żyjącymi współcześnie nastolatkami, którzy nie do końca potrafią znaleźć drogę między własnymi uczuciami a oczekiwaniami społecznymi. Nowy film Shinkaia dokłada do tego kolejną cegiełkę: widzimy w nim Mitsuhę zmuszoną do radzenia sobie z karierą polityczną rodzica, szykanami ze strony rówieśników, ale też cykającą fotki zamawianych deserów bądź Takiego, dorabiającego w restauracji i żyjącego w wiecznym biegu. Oboje, jak typowe nastolatki, używają komórek, mają swoją paczkę przyjaciół oraz narzekają na codzienne problemy, jak m.in. brak rozrywek na wsi. Zresztą wspomniana wieś, spokojna i urokliwa, stanowiąca oazę tradycji, nie jest pozytywnym kontrapunktem dla Tokyo: także ono – miasto-moloch – ma swojego ducha, swój rytm i urok, nawet jeżeli wydaje się piękniejsze i czyściejsze niż jest w rzeczywistości. Zarazem w ten obraz codzienności Shinkai nie boi się wplatać odrobiny mistyki – nie tylko za pomocą tajemniczej komety, ale również tworzonych przez rodzinę Mitsuhy plecionek, symbolizujących (trochę niczym wstęga Moebiusa) ciągłość czasu i niekończący się proces przemian czy też produkcji kuchikamizake (sake tworzonego z przeżutego ryżu). Tutaj też dochodzimy do zasadniczej kwestii, która odróżnia Your name od filmów Miyazakiego, a która moim zdaniem po części sprawiła, iż film Shinkaia odniósł taki sukces: balansu pomiędzy swojskością a uniwersalizmem oraz konsekwencji w utrzymaniu tej równowagi. Owszem, motywy shintoistyczne pojawiały się w filmach Ghibli od dawna (wystarczy wspomnieć Księżniczkę Mononoke [1997] oraz Spirited Away [2001]), ale tam odgrywały role służebne wobec uniwersalnych narracji, dotyczących np. dychotomii człowiek kontra natura czy też wyrastania z dziecięcego egoizmu. your-name-07Tymczasem w Your name motywy te nie zamieniają się w ornament, więcej – w pewnym momencie okazują się elementami, które ustanawiają cały film i de facto pozwalają mu się zdarzyć (przy okazji racząc widza niesamowitą graficznie i bardzo narkotyczną sekwencją, na którą Miyazaki już raczej by się nie zdobył), wchodząc w naprawdę interesujący dialog z wyraźnymi wątkami (twardego) SF. Warto tu zresztą przeprowadzić porównanie pomiędzy Your name a Marnie. Przyjaciółka ze snów, gdzie obydwa filmy w bardzo mocnym stopniu wykorzystują motyw snu. O ile jednak w filmie ze studia Ghibli posłużono się w nim w znacznej mierze jako płaszczyzną przeciwstawioną rzeczywistości obiektywnej, o tyle Shinkai w swoim filmie idzie dalej: te dwie warstwy łączą się i w paradoksalny sposób przenikają. Śniąc, żyjemy życiem innych ludzi, lecz zarazem jest to życie naznaczone cierpieniem – ostatecznie jego przeznaczeniem jest popaść w zapomnienie, tak jak szczegóły snu zacierają się po przebudzeniu, by z czasem całkowicie zniknąć. Zresztą, nie bez przyczyny jeden z newralgicznych momentów filmu ma miejsce o zmierzchu: czasie liminalnym, kiedy dzień już się skończył, lecz noc jeszcze się nie zaczęła, kiedy dwie płaszczyzny spotykają się i przecinając na krótki moment, umożliwiają kontakt między obydwiema stronami…

Czy już kiedyś się nie spotkaliśmy?

your-name-english-dubbed-trailer-released-for-us-uk-screenings-makoto-shinkai-awarded-hit-maker-of-the-year

Your name nie jest pozbawione wad: wspomniana druga połowa filmu sprawia wrażenie nieco chaotycznej; segment skupiony na Takim wydaje się zbyt „typowym Shinkaiem”, zwłaszcza po bardzo ciepłej części skupionej na postaci Mitsuhy; nie każdemu podejdzie j-rockowa ścieżka dźwiękowa, podobnie jak lejtmotyw z biustem bohaterki. Nie umniejsza to jednak faktu, iż opisywany film stanowi bez wątpienia produkcję najwyższej próby: z jednej strony Shinkai pozostaje wierny obranemu kierunkowi (także estetycznemu: choć wydaje się to niemożliwe, z każdym kolejnym filmem jego niebo jest coraz piękniejsze), z drugiej – tworzy obraz, w którym udało się znaleźć balans pomiędzy zapędami rodem z kina arthouse oraz solidnym, wprawnie skrojonym kinem rozrywkowym. Wypada tylko wyrazić smutek, iż większość kinomanów na możliwość legalnego obejrzenia będzie musiało sobie długo poczekać.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s