031d01f9aaa3a442eb25e3cf3eb448d9Tekst recenzji ukazał się pierwotnie w dzienniku Japonia-Online.

Ci, którzy znają – choćby pobieżnie – twórczość Koreedy, szybko odnajdą w Po burzy (Umi yori mo mada fukaku, 2016) znajome wątki: rodzicielskiej odpowiedzialności, oczekiwań względem dzieci, wpływu rozpadu związku na losy obydwu jego stron czy dziedziczenia po zmarłych rodzicach, prezentowanych na tle kilku dni wyjętych z życia jednej rodziny. Reżyser jednak ponownie – swoim zwyczajem – nieco inaczej kładzie akcenty niż w poprzednich filmach. Tym razem mamy wyraźnego, jednostkowego protagonistę, będącego osią wydarzeń. Ryota wydaje się wręcz podręcznikowym przykładem filmowego wyrodnego ojca: dobrze zapowiadający się literat, który po bardzo udanym debiucie popadł w pisarską blokadę, oszukując wszystkich (włącznie z samym sobą), że wciąż pracuje nad nową powieścią. Zamiast tego dorabia jako prywatny detektyw („to tylko na potrzeby książki”), wyciągając pieniądze od śledzonych małżonków, grając na dwa fronty i ustawicznie przegrywając zarobione pieniądze na zakładach, podczas gdy rachunki za mieszkanie i alimenty stale rosną. Jego szef i siostra wciąż mu pomagają, nie licząc na rychłą zmianę; małżeństwo Ryoty rozpadło się – jego eksżona weszła w nowy związek i grozi mu odebraniem dostępu do syna, a na to wszystko nakłada się jeszcze trudna relacja mężczyzny ze zmarłym niedawno ojcem, którą – mimo swej niechęci – w paradoksalny sposób powtarza w odniesieniu do własnego dziecka. Czytaj resztę wpisu »

omiode_no_marnie_poster

Tekst ukazał się pierwotnie na łamach dziennika Japonia On-line.

Marnie. Przyjaciółka ze snów (2014) Hiromasy Yonebayashiego (na marginesie: tłumaczenie strasznie zawęża pole interpretacyjne obrazu) miała stać się – po odejściu Miyazakiego i Isao Takahaty, czyli dwóch filarów studia – ostatnim, pożegnalnym filmem Ghibli (w którym dodatkowo żaden ze wspomnianych twórców nie miał swojego udziału). Pozycja niewdzięczna, zwłaszcza gdy trzeba było mierzyć się z oczekiwaniami po Zrywa się wiatr (2013) oraz Księżniczce Kaguya (2013). Inna rzecz, że dzieło Yonebayashiego nie dorasta do pięt filmowi Takahaty i nawet na tle ostatniego utworu Miyazakiego wypada zwyczajnie blado.

Główna bohaterka, Anna, jest nastolatką, którą poznajemy w trakcie lekcji rysunku na placu zabaw. Kilkuminutowa ekspozycja ukazuje ją jako osobę utalentowaną, ale posiadającą wyraźny problem związany z interakcjami międzyludzkimi (przedstawiony zresztą przy użyciu dość pretensjonalnej metafory). Po nagłym ataku astmy jej opiekunowie postanawiają wysłać dziewczynę na wybrzeże, by w nieco zdrowszym otoczeniu mogła dojść do siebie – a być może i nabrać większej ochoty do życia. Efekty podróży okazują się raczej mizerne… do czasu aż Anna zapuszcza się w okolice starej rezydencji nad moczarami. Tam właśnie spotyka Marnie: jasnowłosą i staroświecko ubraną dziewczynę, z którą natychmiast nawiązuje przyjaźń. Kim jednak naprawdę jest Marnie? Czemu pojawia się w rezydencji, która na pierwszy rzut oka wydaje się opuszczona? I czemu wszystko związane z Marnie ma posmak czegoś pochodzącego z zupełnie innych czasów? Czytaj resztę wpisu »

large_kawaki_ver2Tekst ukazał się pierwotnie na łamach dziennika Japonia On-line.

Tatsuya Nakashima kojarzony jest najczęściej (przynajmniej przez tych, którzy są w stanie przebić się przez dystrybucyjny deficyt) jako twórca Wyznań (2010): pesymistycznej opowieści o nauczycielce, której córka zostaje zamordowana, co prowadzi kobietę do wymierzenia sprawiedliwości na własnych uczniach. Od tej strony Kanako w krainie czarów można postrzegać jako swoistego rodzaju kontynuację czy też przedłużenie myśli zawartych w Wyznaniach. Nakashima ponownie powraca do tematu uczniów, szkolnej przemocy, rodzicielskiej odpowiedzialności oraz rozwarstwienia pomiędzy rzeczywistością a społeczną fasadą. Czyni to jednak w sposób tak bezkompromisowy, ekstremalny i nihilistyczny, że widz, któremu reżyser próbuje sprzedać tę filmową zadrę pod paznokciem, najprawdopodobniej albo całość odrzuci, albo popadnie w stan otępienia. Czytaj resztę wpisu »

1eaa70f9a5b41c382bdcf30f6608ca09Tekst ukazał siępierwotnie na łamach dziennika Japonia-Online.

Oscar dla najlepszego filmu animowanego, którego zdobył Spirited Away. W krainie bogów, niewątpliwie rozsławił Hayao Miyazakiego. Czy jednak wywarł pozytywny wpływ na anime w ogóle?

Rynek anime i jego przemiany to niewątpliwie temat ciekawy, ale jednocześnie dość skomplikowany i to z różnorakich względów. Nie jest moim zamierzeniem wymieniać i omawiać wszystkie, zaznaczę więc tylko kilka z nich. Na początek weźmy kwestię obioru i wyraźny podział, jaki zarysowuje się zwłaszcza na Zachodzie, według którego filmy kinowe stanowią swego rodzaju „elitę”, podczas gdy produkcje telewizyjne są niczym ogromny wór wypełniony kocimi uszami, dziewczętami w bikini i mechami z wielkimi mieczami. Niewątpliwie jest to obserwacja przesadzona, choć nie pozbawiona racji: oglądając nowe serie można dojść do wniosku, że rynek jest dość homogeniczny, zamknięty w określonym zbiorze motywów i estetyk, maglowanych raz za razem przez różne (lub te same) studia. Sam Miyazaki stwierdził, że przemysł wygląda jak wygląda z powodu zbyt dużej liczby fanów i – jakkolwiek nie do końca zgadzam się z jego filozofią twórczą – w tej kwestii ma rację. Środowisko fanowskie może być niezwykle produktywne, generując własne interpretacje tekstów i produktów, ale może również stanowić swoisty balast niepozwalający wprowadzać nowych pomysłów czy ryzykownych rozwiązań estetycznych i fabularnych. Ostatecznie, jak mówił klasyk, „lubię te piosenki, które znam”. Czytaj resztę wpisu »

usagi_yojimbo_the_ronin

Źródło: wikipedia

Tekst ukazał się pierwotnie na łamach dziennika Japonia Online.

Stan Sakai bez wątpienia należy do najważniejszych twórców światowego komiksu, o czym świadczyć może fakt, że jego komiksy z serii Usagi Yojimbo ukazują się nieprzerwanie od ponad trzydziestu lat. Co więcej, jest to jeden z nielicznych przypadków, kiedy to twórca – a nie wydawca – ma pełnię praw do tworzonych postaci, a sam rysownik pozostaje właściwie jedynym autorem serii, odpowiedzialnym zarówno za scenariusz, jak i grafikę (jedynie za kolory odpowiada Tom Luth). Mimo sporego dorobku i wysokiego poziomu komiksów trudno znaleźć wyczerpujące informacje na temat samego Sakaia. Wiadomo, że urodził się w rodzinie o samurajskich korzeniach (od strony matki) w Kioto w 1953 roku, następnie – w wieku dwóch lat – wraz z rodziną przeniósł się na Hawaje, gdzie studiował sztuki piękne na tamtejszym uniwersytecie. Ukończył również Szkołę Sztuki i Wzornictwa w Pasadenie. Początki jego komiksowej kariery wiązały się z uzupełnianiem tekstów w komiksach Sergio Aragonésa (któremu zawdzięczał start w biznesie komiksowym) i Marka Evaniera Groo Wędrowiec oraz stworzeniem komiksu The Adventures of Nilson Groundthumper and Hermy. Historia samego Usagiego zaczyna się w 1984 roku, kiedy to – jak głosi anegdota – podczas prac nad komiksem opartym na historii Miyamoto Musashiego Sakai w pewnym momencie naszkicował postać królika z uszami zawiązanymi w sposób przypominający samurajski kok. Idea ta tak bardzo spodobała się twórcy, iż postanowił ją poszerzyć i przekształcić w pełnoprawną historię. W ten sposób Usagi zadebiutował w 1984 roku w drugim numerze antologii Albedo Antropomorphics, a następnie pojawił się w kilku rozdziałach antologii Critters z wydawnictwa Fantagraphics Books. Jego popularność sprawiła, że już w 1986 roku wydawnictwo wydało numer specjalny poświęcony roninowi, a w czerwcu 1987 roku pojawił się pierwszy numer serii Usagi Yojimbo. Narodziny nowej ikony komiksu stały się faktem. Czytaj resztę wpisu »

zabojczy_miecz_front

Ann Leckie
Zabójczy miecz

Ocena: 6/10

Tekst w całości można znaleźć na portalu naEkranie.

Zabójczy miecz to drugi tom trylogii Imperium Radch autorstwa Ann Leckie. Pierwszy, Zabójcza sprawiedliwość, przyniósł kawałek interesującej i klimatycznej SF, z ciekawie skonstruowanym światem przedstawionym i intrygującą bohaterką, choć z uwagi na niespieszne tempo przez wielu określana była jako „powieść o piciu herbaty”. Tutaj zaś jest jej jeszcze więcej… co nie do końca wychodzi książce na zdrowie. Czytaj resztę wpisu »

wojna-starego-czlowieka-_bn44835

John Scalzi
Wojna starego człowieka

Ocena: 8/10

Pełny tekst recenzji można znaleźć na portalu naEkranie.

Wypuszczona przez wydawnictwo Akurat Wojna starego człowieka jest już drugą edycją debiutu Johna Scalziego. Pierwsza, sygnowana przez ISA, mam wrażenie zwyczajnie gdzieś przepadła w koszach książkowych dyskontów. Czy więc próba ponownego wprowadzenia tego „starocia” na rynek ma jakikolwiek sens?

Oczywiście określenia „staroć” używam dość ironicznie – ostatecznie powieść ujrzała światło dzienne w 2005 roku, a nie jest to wszak aż tak odległa przeszłość. Niemniej Scalziemu udała się w Wojnie starego człowieka sztuka stworzenia powieści, której styl w interesujący sposób koresponduje z wykreowanym w niej bohaterem. John Perry, bo o nim mowa, w dniu siedemdziesiątych piątych urodzin zaciąga się do armii kolonialnej, by razem z innymi staruszkami opuścić Ziemię, wbić się w nowe, genetycznie zmodyfikowane ciało, przejść morderczy trening i walczyć do upadłego z niekończącym się szeregiem obcych, pragnących wydrzeć ludziom kolonie, zasoby, a jak dobrze pójdzie, to i wątroby. Czytaj resztę wpisu »