517278_pclTekst pierwotnie opublikowany został w dzienniku Japonia On-line.

Dotychczasową karierę Makoto Shinkaia trudno nazwać zawrotną: mimo niewątpliwie wysokiej jakości jego filmów, niezwykłego wyczucia estetyki i dojrzałego podejścia do medium, pozostawał on w znacznej mierze – podobnie zresztą jak choćby Mamoru Hosoda – w cieniu Ghibli i Hayao Miyazakiego. Jednak Your name (Kimi no na wa) szturmem wziął japoński box office, zostawiając w tyle takie filmy jak Shin Gojira (Hideaki Anno, Shinji Higuchi) czy Zootopia (Byron Howard, Rich Moore), generując spore zainteresowanie również w innych częściach Azji, a także w Europie i USA. Co jednak sprawiło, iż film tak bardzo przypadł do gustu widzom? Czytaj resztę wpisu »

Reklamy

031d01f9aaa3a442eb25e3cf3eb448d9Tekst recenzji ukazał się pierwotnie w dzienniku Japonia-Online.

Ci, którzy znają – choćby pobieżnie – twórczość Koreedy, szybko odnajdą w Po burzy (Umi yori mo mada fukaku, 2016) znajome wątki: rodzicielskiej odpowiedzialności, oczekiwań względem dzieci, wpływu rozpadu związku na losy obydwu jego stron czy dziedziczenia po zmarłych rodzicach, prezentowanych na tle kilku dni wyjętych z życia jednej rodziny. Reżyser jednak ponownie – swoim zwyczajem – nieco inaczej kładzie akcenty niż w poprzednich filmach. Tym razem mamy wyraźnego, jednostkowego protagonistę, będącego osią wydarzeń. Ryota wydaje się wręcz podręcznikowym przykładem filmowego wyrodnego ojca: dobrze zapowiadający się literat, który po bardzo udanym debiucie popadł w pisarską blokadę, oszukując wszystkich (włącznie z samym sobą), że wciąż pracuje nad nową powieścią. Zamiast tego dorabia jako prywatny detektyw („to tylko na potrzeby książki”), wyciągając pieniądze od śledzonych małżonków, grając na dwa fronty i ustawicznie przegrywając zarobione pieniądze na zakładach, podczas gdy rachunki za mieszkanie i alimenty stale rosną. Jego szef i siostra wciąż mu pomagają, nie licząc na rychłą zmianę; małżeństwo Ryoty rozpadło się – jego eksżona weszła w nowy związek i grozi mu odebraniem dostępu do syna, a na to wszystko nakłada się jeszcze trudna relacja mężczyzny ze zmarłym niedawno ojcem, którą – mimo swej niechęci – w paradoksalny sposób powtarza w odniesieniu do własnego dziecka. Czytaj resztę wpisu »

omiode_no_marnie_poster

Tekst ukazał się pierwotnie na łamach dziennika Japonia On-line.

Marnie. Przyjaciółka ze snów (2014) Hiromasy Yonebayashiego (na marginesie: tłumaczenie strasznie zawęża pole interpretacyjne obrazu) miała stać się – po odejściu Miyazakiego i Isao Takahaty, czyli dwóch filarów studia – ostatnim, pożegnalnym filmem Ghibli (w którym dodatkowo żaden ze wspomnianych twórców nie miał swojego udziału). Pozycja niewdzięczna, zwłaszcza gdy trzeba było mierzyć się z oczekiwaniami po Zrywa się wiatr (2013) oraz Księżniczce Kaguya (2013). Inna rzecz, że dzieło Yonebayashiego nie dorasta do pięt filmowi Takahaty i nawet na tle ostatniego utworu Miyazakiego wypada zwyczajnie blado.

Główna bohaterka, Anna, jest nastolatką, którą poznajemy w trakcie lekcji rysunku na placu zabaw. Kilkuminutowa ekspozycja ukazuje ją jako osobę utalentowaną, ale posiadającą wyraźny problem związany z interakcjami międzyludzkimi (przedstawiony zresztą przy użyciu dość pretensjonalnej metafory). Po nagłym ataku astmy jej opiekunowie postanawiają wysłać dziewczynę na wybrzeże, by w nieco zdrowszym otoczeniu mogła dojść do siebie – a być może i nabrać większej ochoty do życia. Efekty podróży okazują się raczej mizerne… do czasu aż Anna zapuszcza się w okolice starej rezydencji nad moczarami. Tam właśnie spotyka Marnie: jasnowłosą i staroświecko ubraną dziewczynę, z którą natychmiast nawiązuje przyjaźń. Kim jednak naprawdę jest Marnie? Czemu pojawia się w rezydencji, która na pierwszy rzut oka wydaje się opuszczona? I czemu wszystko związane z Marnie ma posmak czegoś pochodzącego z zupełnie innych czasów? Czytaj resztę wpisu »

large_kawaki_ver2Tekst ukazał się pierwotnie na łamach dziennika Japonia On-line.

Tatsuya Nakashima kojarzony jest najczęściej (przynajmniej przez tych, którzy są w stanie przebić się przez dystrybucyjny deficyt) jako twórca Wyznań (2010): pesymistycznej opowieści o nauczycielce, której córka zostaje zamordowana, co prowadzi kobietę do wymierzenia sprawiedliwości na własnych uczniach. Od tej strony Kanako w krainie czarów można postrzegać jako swoistego rodzaju kontynuację czy też przedłużenie myśli zawartych w Wyznaniach. Nakashima ponownie powraca do tematu uczniów, szkolnej przemocy, rodzicielskiej odpowiedzialności oraz rozwarstwienia pomiędzy rzeczywistością a społeczną fasadą. Czyni to jednak w sposób tak bezkompromisowy, ekstremalny i nihilistyczny, że widz, któremu reżyser próbuje sprzedać tę filmową zadrę pod paznokciem, najprawdopodobniej albo całość odrzuci, albo popadnie w stan otępienia. Czytaj resztę wpisu »

1eaa70f9a5b41c382bdcf30f6608ca09Tekst ukazał siępierwotnie na łamach dziennika Japonia-Online.

Oscar dla najlepszego filmu animowanego, którego zdobył Spirited Away. W krainie bogów, niewątpliwie rozsławił Hayao Miyazakiego. Czy jednak wywarł pozytywny wpływ na anime w ogóle?

Rynek anime i jego przemiany to niewątpliwie temat ciekawy, ale jednocześnie dość skomplikowany i to z różnorakich względów. Nie jest moim zamierzeniem wymieniać i omawiać wszystkie, zaznaczę więc tylko kilka z nich. Na początek weźmy kwestię obioru i wyraźny podział, jaki zarysowuje się zwłaszcza na Zachodzie, według którego filmy kinowe stanowią swego rodzaju „elitę”, podczas gdy produkcje telewizyjne są niczym ogromny wór wypełniony kocimi uszami, dziewczętami w bikini i mechami z wielkimi mieczami. Niewątpliwie jest to obserwacja przesadzona, choć nie pozbawiona racji: oglądając nowe serie można dojść do wniosku, że rynek jest dość homogeniczny, zamknięty w określonym zbiorze motywów i estetyk, maglowanych raz za razem przez różne (lub te same) studia. Sam Miyazaki stwierdził, że przemysł wygląda jak wygląda z powodu zbyt dużej liczby fanów i – jakkolwiek nie do końca zgadzam się z jego filozofią twórczą – w tej kwestii ma rację. Środowisko fanowskie może być niezwykle produktywne, generując własne interpretacje tekstów i produktów, ale może również stanowić swoisty balast niepozwalający wprowadzać nowych pomysłów czy ryzykownych rozwiązań estetycznych i fabularnych. Ostatecznie, jak mówił klasyk, „lubię te piosenki, które znam”. Czytaj resztę wpisu »

usagi_yojimbo_the_ronin

Źródło: wikipedia

Tekst ukazał się pierwotnie na łamach dziennika Japonia Online.

Stan Sakai bez wątpienia należy do najważniejszych twórców światowego komiksu, o czym świadczyć może fakt, że jego komiksy z serii Usagi Yojimbo ukazują się nieprzerwanie od ponad trzydziestu lat. Co więcej, jest to jeden z nielicznych przypadków, kiedy to twórca – a nie wydawca – ma pełnię praw do tworzonych postaci, a sam rysownik pozostaje właściwie jedynym autorem serii, odpowiedzialnym zarówno za scenariusz, jak i grafikę (jedynie za kolory odpowiada Tom Luth). Mimo sporego dorobku i wysokiego poziomu komiksów trudno znaleźć wyczerpujące informacje na temat samego Sakaia. Wiadomo, że urodził się w rodzinie o samurajskich korzeniach (od strony matki) w Kioto w 1953 roku, następnie – w wieku dwóch lat – wraz z rodziną przeniósł się na Hawaje, gdzie studiował sztuki piękne na tamtejszym uniwersytecie. Ukończył również Szkołę Sztuki i Wzornictwa w Pasadenie. Początki jego komiksowej kariery wiązały się z uzupełnianiem tekstów w komiksach Sergio Aragonésa (któremu zawdzięczał start w biznesie komiksowym) i Marka Evaniera Groo Wędrowiec oraz stworzeniem komiksu The Adventures of Nilson Groundthumper and Hermy. Historia samego Usagiego zaczyna się w 1984 roku, kiedy to – jak głosi anegdota – podczas prac nad komiksem opartym na historii Miyamoto Musashiego Sakai w pewnym momencie naszkicował postać królika z uszami zawiązanymi w sposób przypominający samurajski kok. Idea ta tak bardzo spodobała się twórcy, iż postanowił ją poszerzyć i przekształcić w pełnoprawną historię. W ten sposób Usagi zadebiutował w 1984 roku w drugim numerze antologii Albedo Antropomorphics, a następnie pojawił się w kilku rozdziałach antologii Critters z wydawnictwa Fantagraphics Books. Jego popularność sprawiła, że już w 1986 roku wydawnictwo wydało numer specjalny poświęcony roninowi, a w czerwcu 1987 roku pojawił się pierwszy numer serii Usagi Yojimbo. Narodziny nowej ikony komiksu stały się faktem. Czytaj resztę wpisu »

zabojczy_miecz_front

Ann Leckie
Zabójczy miecz

Ocena: 6/10

Tekst w całości można znaleźć na portalu naEkranie.

Zabójczy miecz to drugi tom trylogii Imperium Radch autorstwa Ann Leckie. Pierwszy, Zabójcza sprawiedliwość, przyniósł kawałek interesującej i klimatycznej SF, z ciekawie skonstruowanym światem przedstawionym i intrygującą bohaterką, choć z uwagi na niespieszne tempo przez wielu określana była jako „powieść o piciu herbaty”. Tutaj zaś jest jej jeszcze więcej… co nie do końca wychodzi książce na zdrowie. Czytaj resztę wpisu »